Dzisiaj skończyłam lekcje trochę wcześniej bo chemiczka pojechała do Rio. Tej to dobrze^^. Jeśli już jestem przy podróżach to w ostatnim poście napisałam że wstawię posta w którym napiszę coś o moich podróżach. Zaczęłam to pisać i stwierdziłam że jest tego za dużo, aby zmieścić to w jednym sensownym poście i żeby jeszcze tym nie zanudzić. Dzisiaj napiszę o jednej (pierwszej) z tych ciekawszych podróży. Uprzedzam że będę pisać też o podróżach po Polsce :).
Lizbona...
Pierwszą moją większą podróż odbyłam z mamą w wakacje 2007. Słoneczko świeciło (jak to w Portugalii), a turystów było całe mnóstwo ( jak to w Portugalii). Na wakacje pojechały z nami też koleżanka mojej mamy pani Patrycja z córką Sarą. Pani Patrycja jest przewodnikiem wycieczek (spoko w Polsce, a nie w Portugalii) więc miałyśmy wypełniony plan zwiedzania, aż tak że nie było kiedy sobie spokojnie odsapnąć. Te wakacje dały mi dużo wiedzy o Lizbonie. To chyba dzięki zwiedzaniu...:). Ogólnie wolę takie wakacje na, których nie byczysz się nad basenem, tylko łazisz jak głupi i zwiedzasz, aż ludzie uznają cię za wariata i maniaka :) :). Po dwóch tygodniach słodkiego zwiedzania, moja mama (egiptolog, archeolog) dostała telefon o nagłym stawieniu się w Polsce. Przemieniłyśmy bilet lotniczy na wcześniejszy termin i następnego dnia byłyśmy już na płycie lotniska w Gdańsku. Aż do tamtej pory mama nie chciała mi powiedzieć o co chodzi, aż do tamtej pory.
Mam nadzieję że wystarczy Wam informacji o wyjeździe, a jeśli nie pytajcie w komentarzach. Co do tajemniczej sprawy wyjaśni się w następnym poście. Na koniec ciekawa nutka...
Uwielbiam podróże :)
OdpowiedzUsuńzazdroszcze Ci tej Lisbony ;) !
OdpowiedzUsuńskarpetki kupiłam w new looku ;)
OdpowiedzUsuńuwielbiam Selah Sue!
OdpowiedzUsuńnie byłam nigdy w Portugalii:)
OdpowiedzUsuńMusiało być super :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę nauczycielce!:)
OdpowiedzUsuń